mój głos w konsultacjach – strategia rozwoju łodzi
takie coś wysłałem:
Jestem zaniepokojony niską jakością przedstawionego projektu. Jego treść wskazuje, że administracja Prezydent Hanny Zdanowskiej, po roku rządzenia, nie posiadła ani sprawności w wyznaczaniu celów działania na podstawie dostępnych analiz, ani po prostu nie ma pomysłu na Łódź. Jeżeli porównamy to, co się działo na Radzie Miejskiej z tym, co się działo na konsultacjach oraz zorganizowanym przez organizacje społeczne w Prexerze spotkaniu, Rada Miejska również wyda się dość jałowa. Rozwiązaniem jest większe uspołecznienie miejskich procesów decyzyjnych – stąd moja pierwsza rekomendacja:
1. W strategii należy zapisać aspirację, aby Łódź stała się najbardziej demokratyczną metropolią środkowej Europy, odważnie korzystającą z mechanizmów partycypacyjnych, w której w całość budżetu jest konstruowana w ten sposób (zob. Tezy o Mieście, podobno wiszące w gabinecie lub przed gabinetem Prezydent Zdanowskiej, teza 2.)
Diagnoza jest zrobiona dość rzetelnie, choć powinna być poprawiona w trzech kwestiach. Po pierwsze, brakuje w niej rozważenia czynników środowiskowych. Po drugie, ilość czynników w analizie SWOT (wyszczególnionych mocnych, słabych stron oraz szans i zagrożeń) jest za duża, a zasada, że czynnik nie może być jednocześnie stroną mocną i słabą, nie jest rygorystycznie przestrzegana. Po trzecie wreszcie, z pewnym rozbawieniem zauważam, że w kwestii jakości transportu zbiorowego diagnoza powołuje się wyłącznie na raport Deloitte, pomijając badania przygotowywane corocznie na zlecenie ZDiT – czyżby autorzy diagnozy nie mieli świadomości ich istnienia?
Natomiast relacja między diagnozą a strategią jest bardzo luźna, tak więc nie można powiedzieć, że jest ona realistyczna, to znaczy jej realizowalność wynika z diagnozy. Nie można też powiedzieć, że jest nierealistyczna – jest po prostu zbyt ogólna, aby jej realistyczność rozpatrywać. Można by powiedzieć, że ma charakter dokumentu programowego – gdyby było to choć trochę bardziej błyskotliwe.
Muszę też zaznaczyć, że z niepokojem notuję towarzyszące wypuszczeniu tego dokumentu deklaracje dotyczące jego statusu – z jednej strony informacje, że nie zawiera już zapisanych inwestycji, z drugiej, że dokument ma wskazywać, jakie będą kierunki działania miasta ponad standard. Trudno oprzeć się wrażeniu, że a) w takim razie konsultuje się to, czego nie będzie, a nie to, co będzie – a to, co jest zapisane w WPF wystarczy, żeby rozłożyć miasto finansowo b) władze miasta nie mają odwagi dokonać ewaluacji i zmiany kształtu szczególnie kosztownych i wątpliwych inwestycji, o dominującym wpływie na budżet miasta, takich jak Trasa Górna, dwa stadiony piłkarskie czy układ drogowy obsługujący dworzec Łódź-Fabryczna. Należy również zauważyć, że Łódź potrzebuje bardzo wiele wysiłków, aby dojść do ‘standardu’ w różnych kwestiach, na przykład transportu zbiorowego czy też jakości nawierzchni dróg w centrum. Dojście do tych standardów powinno być więc głównym elementem strategii.
Z wymienionych wyżej powodów dalsze propozycje nie będą w rygorystyczny sposób odnosiły się do zaproponowanych zapisów. Jestem bowiem przekonany, że nie ma sensu poprawiać zaproponowanego dokumentu. Należy się cofnąć do poziomu diagnozy i również nieco ją poprawić, natomiast strategię należy napisać od początku.
2. Strategia posługuje się bardzo zawężonym rozumieniem „jakości życia”, sprowadzając ją do poziomu wysokości wynagrodzeń. Należy to zastąpić możliwie wieloczynnikowym rozumieniem tego terminu (według którejś z wypracowanych na świecie metodologii) i uczynić z niego podstawę logiki tego dokumentu. Wysoka jakość życia powinna być podstawą pozycjonowania Łodzi w konkurencji z innymi miastami (konkurencji rozumianej przede wszystkim jako retencja mieszkańców oraz osób przybywających tu na studia).
3. Należy zapisać, jako cel strategiczny, prowadzenie polityki mieszkaniowej (opartej na systemie dopłat oraz inwestycji w mieszkania komunalne, czynszowe) prowadzącej do uczynienia z Łodzi miasta, gdzie osoby młode oraz rodziny łatwiej niż gdzie indziej mogą znaleźć tanie i stosunkowo wygodne miejsce zamieszkania. Benchmarkiem powinna być tutaj wiedeńska polityka mieszkaniowa. Jednocześnie, przy ewentualnym wyprzedawaniu niektórych mieszkań z obecnego zasoby komunalnego, należy zapobiegać tworzeniu się grupy ubogich właścicieli, gdyż to w konsekwencji prowadzi do degradacji całych dzielnic. Obecne trendy myślowe wpływowe w Radzie Miejskiej, w których często artykułowany jest obowiązek społeczności zapewnienia miejsca parkingowego (w tym pomysły na kubaturowe parkingi podziemne, w których utworzenie jednego miejsca parkingowego może kosztować nawet 100 tys. zł – vide Kraków), a w uzyskaniu mieszkania nie zapewnia się żadnego wsparcia, to postawienie wszystkiego na głowie.
4. Łódź nie jest miastem rozwijającym się, jest miastem kurczącym się (google: shrinking city). Oznacza to inny sposób zarządzania. W takiej sytuacji polityka ekspansji terytorialnej nie jest właściwa, gdyż generuje wysokie koszty zarówno po stronie miasta, jak i mieszkańców. Należy działać na rzecz uczynienia miasta bardziej zwartym terytorialnie.
5. Między Nowym Centrum Łodzi a rewitalizacją historycznego obszaru istnieje pewne napięcie. Uwalniając tereny inwestycyjne w centrum miasta (puste, a więc bardzo tanie w zainwestowaniu) jednocześnie oddalamy rewitalizację oraz plombowanie jego historycznej części, w której zabudowie występują luki. Proponuję usunięcie Nowego Centrum Łodzi ze strategii. Status tej dzielnicy powinien być przedmiotem osobnych konsultacji. Na tych konsultacjach należałoby rozstrzygnąć, czy rzeczywiście ma mieć on charakter centrum. Nie należy odrzucać opcji pozostawienia jej niezabudowanej w okresie objętym zakresem strategii (vide: tereny po lotnisku Tempelhof).
6. Rewitalizacja historycznego centrum miasta jest możliwa tylko wtedy, kiedy będzie to przestrzeń przyjazna do zamieszkania dla rodzin z dziećmi. Oznacza to znaczące ograniczenie ruchu samochodów i duże inwestycje w budynki i zieleń. Oczekuję zapisania tego w strategii w sposób bardziej jasny niż obecnie. W odniesieniu do transportu osób należy wpisać dążenie do ograniczenia udziału samochodów w ruchu do max 40% obsługi szczytu porannego. Nie jest właściwe zostawianie tego do decyzji na poziomie studium transportowego – wręcz przeciwnie, studium należy sporządzić tak, aby było zgodne z takim zapisem w ogólnej strategii miasta. Karta Brukselska to również aspiracja o strategicznym charakterze, a więc powinna zostać wymieniona w Strategii – przeniesienie 15% ruchu na rowery zmieni jego charakter.
7. Należy rozszerzyć, zarówno w diagnozie, jak i w całej strategii, tematykę relacji Łodzi z resztą aglomeracji (zauważmy, że np. Pabianice w swoich dokumentach wpisują bliskość Łodzi jako słabą stronę), z całością województwa, a także z Warszawą.
8. Skoro w strategii poświęcono dużo uwagi ekstremalnie drogim inwestycjom zależnym od decyzji centralnych, takich jak KDP czy CPL, należy również ująć inwestycje mniejsze, jako cele lobbingu miasta. Należy do nich chociażby postulat lokalizacji w Łodzi niektórych instytucji narodowych, np. kilku ministerstw – w ramach szerszego postulatu decentralizacji (zob. Tezy o Mieście, teza 8.)
9. Strategia musi zawierać mechanizm jej systematycznej ewaluacji.
WOŚP? dziękuję, nie daję
Od jakiegoś czasu staram się zostawać w domu w ten dzień, żeby oszczędzić sobie kontaktu z kwestującymi. Dziwię się, dlaczego sposób przeprowadzania tej akcji nie jest przedmiotem poważnej dyskusji, ale jak nie jest, to napiszę – dlaczego nie daję?
1. Owsiak obrał sobie cel bardzo fundraisingowo łatwy – chore dzieci, na dodatek z Polski.
2. Akcja jest jak najdalsza od fundraisingowej dobrej praktyki, a jej ekonomiczny sens – wątpliwy. Jest możliwa tylko dlatego, że państwowe media, a także inne publiczne organizacje, biorą na siebie dużą część kosztów organizacji zbiórki (koncerty, transmisje naganiające ludzi, część atrakcji). Gdyby tak nie było, prawny wymóg wydania max 5% przychodów ze zbiórki na jej organizację nie zostałby spełniony. Tych kosztów ponoszonych z publicznej kasy nikt nie liczy – a przecież nikt (prawie nikt?) nie pracuje za darmo. Mogłoby się okazać, że w sumie koszty przewyższają dochody, co ujawniłoby prawdziwy sens akcji – zrobienie nam dobrze nam, społeczeństwu. Nie mam liczb, ale z pewnością prowadzi to do efektu ubocznego w postaci spadku dotacji na inne organizacje po finale WOŚP – bo ludzie czują, że już zrobili dobry uczynek, więc nie proście więcej!
3. Zakup tej aparatury to obowiązek państwa. Obowiązek wcale nie taki trudny do udźwignięcia, jeżeli zobaczymy, ile idzie na opiekę zdrowotną dzieci, a ile dokłada do tego WOŚP. Już lepiej zrozumiem akcje na rzecz ratowania pojedynczych dzieci, dotkniętych rzadkimi, kosztownymi w leczeniu chorobami, za które NFZ nie zapłaci, bo uratowanie jednego dziecka kosztuje kilka-kilkanaście milionów i trzeba dokonać trudnego wyboru (tzn. o ile pamiętam, nfz płaci również za tak kosztowne terapie, ale skończonej liczby dzieci, mniejszej niż potrzeby) – ale na masowo wykorzystywany sprzęt?
4. Obecna orientacja ideowa WOŚP i samego Owsiaka, kiedyś zdawałoby się pacyfisty, mrozi chyba każdego choć trochę krytycznego. Mnie szczególnie w oczy kole właśnie obecność wojska. Stoisko armii na Przystanku, przelot myśliwców nad sceną, apel na rocznicę Powstania, a teraz, jak czytam, na WOŚP kwestują żołnierze w Afganistanie.
5. Co prawadzi do piątego „ale” – od dawna WOŚP jest dniem intensywnego PRowania polityków i korporacji, które chcą sobie ocieplić wizerunek przy Owsiaku. Fuj! Jest to tym łatwiejsze, że w czasach, kiedy na świecie NGOSy humanitarne masowo porzucają „apolityczność” i mówią otwarcie, z czego wynikają problemy, które starają się rozwiązywać, WOŚP jest cały czas taka jak na samym początku – tylko zbiórka, zero rzecznictwa, zero próby opisania, dlaczego tego potrzebnego sprzętu państwo nie kupiło samo.
6. A poza tym, ta muzyka jest często naprawdę zła;-)
A jak to wygląda gdzie indziej?
Miałem okazję posłuchać o Norwegii, bo kiedyś uczestniczyłem w projekcie edukacji praw człowieka norweskiej Amnesty, finansowanym z teletonu – tamtejszego odpowiednika WOŚP, robionego w oparciu o publiczną telewizję. Przede wszystkim, co roku jest konkurs dla organizacji, na kogo będzie teleton. Nie ma koncertów, w telewizji lecą programy problemie, którym organizacja się zajmuje. A zbiórka jest po domach – tak, organizacja, na którą idzie kasa, ma za zadanie obejść tego dnia wszystkie domy w Norwegii. A koszty po stronie publicznej telewizji są policzone (stąd AI Norwegia wiedziała, ile kasy musi wydać na edukację – jedyne zadanie, które może być finansowane z publicznej kasy).
Oczywiście, to nie jedyny przykład, są też inne – np. w Izraelu teleton jest bezpośrednio na wojsko, send sms LOVE to 3399: http://www.youtube.com/watch?v=id8ANNvdxwI
Szkoła medytacji ZDiT
Jedna moich ulubionych fotografii, których nie zrobiłem, bo nie zdążyłem wyciągnąć aparatu, ma za tło skrzyżowanie Mickiewicza/Żeromskiego. Jest koniec lipca, niezbyt późne popołudnie. Przed strzyżowaniem, na którym zaistalowano testowo pierwszy w Łodzi wideodetektor zatrzymuje się dziewczyna (na rowerze, nie żadna tam piesza; wszystko w tej historii jest 100% zgodne z prawem). Detektor ją wykrywa, daje znać podświetlając napis „PROSZĘ CZEKAĆ” na automatycznym detektorze dotykowym. Ona odrzuca do tyłu długie czarne włosy. Następnie z koszyka wyjmuje książkę ks. Józefa Tischnera pt. „Jak żyć”. Czyta kilka stron. Zapala się sygnał zielony. Wtedy rusza, bogatsza o nowe przemyślenia, które pomogą jej zrozumieć i zaakceptować świat po tamtej stronie skrzyżowania.
Przed świętami takich wideodetektorów pojawiło się więcej. Hałaśliwe lobby rowerowe (kto się z nimi koleguje, jest zepsutym, nie będąc czarującym) nie pozwoliło, żeby zaoszczędzone dzięki niewybudowaniu dróg rowerowych środki pomniejszyły zadłużenie naszego rzewnego miasteczka i domagało się ich wydania. Wideodetektory są drogie i można je montować w dowolnej aurze, więc nadają się do tego najlepiej. Wybór był oczywisty.
Przy okazji został wymieniony wideodetektor także na tym skrzyżowaniu, naznaczonym w moim umyśle obrazem dziewczyny z Tischnerem. Wiedziony przypływem melancholii (dziś w nocy skończyłem „Muzeum niewinności”) udałem się na skrzyżowanie, aby obejrzeć wynik prac. W stronę Retkini czekałem odpowiednio 2’50″, 4’20″ i 9’05″. Po powrocie na Manhattan zdiagnozowałem stan swojego ducha jako turbowkurw. Tak więc sięgnąłem po telefon w kształcie wielkich ust, kupiony w na wakacjach Tabrizie na placu Valiasr (sprzedawca opowiadał Annie Nonnie po francusku o swoich młodzieńczych wojażach po Europie). Pani z Zespołu Sterowania Ruchem po krótkim wahaniu przekazała mi służbową komórkę swojego szefa. Dariusz Kaczmarek powiedział, że maksymalny czas oczekiwania na sygnał zielony na tym skrzyżowaniu wynosi 110 sekund. Obiecał zgłosić sprawę firmie montującej detektory. Powiedział też, że wideodetektory zostały włączone przy „standardowych nastawieniach”. Sprawdzał, czy działają, podchodząc pod nie. Na sugestię, że może warto by rowerem odpowiedział „Jestem urzędnikiem i dali mi do pracy samochód a nie rower”. Podobno ich działanie ma by doregulowywane do końca maja albo czerwca – no bo teraz przecież nie ma ruchu rowerowego, a nie można stać na jednym skrzyżowaniu po dwie godziny. A do tej pory na rower warto brać jakąś książkę albo chodziaż audiobooka. No chyba, że zadzwonimy do Zespołu Sterowania Ruchem z 10 razy i napiszemy ze 100, składając świąteczne życzenia pokoju i przemiany duszy.
weekend so far
hungry hungry models @ dom (aka spółdzielnia „ogniwo”): klub imprez trudnorozkręcalnych. w sumie fajne są te dwa małe pokoje, natomiast duża sala jest za dużo za duża (to znaczy albo powierzchnia, albo wysokość jest przesadna), ze wszystkimi złymi konsekwencjami. trudno mnie będzie namówić na kolejne wpadnięcie
śledzik – potrzeba było czujności siewiora, aby się dowiedzieć, że dają tam coś jeszcze tańszego niż shoty po 4 – orzechówkę z mleczkiem po 2,5. wchodzi jak złoto. jednostka miary: garść kielonów. jestem na tak.
retrospektywa scorsese w polonii. kolejna fascynacja, jak można tak nie promować imprezy (na plakatach i w gazecie jest, że mają retrospektywę, a nie jaki film kiedy). efekt: 10 osób na sali – tak się fetuje honoris causa. a film wypasiony
pan tu nie stał – przymierzam czapy „cześć”, a tam rita tozło. przyleciała na zakupy z londynu, właśnie tu, do jedynego sklepu w łodzi wartego takiej akcji. oblukajcie kalendarz! (nie, nie ma go online)
i jeszcze maraton amnesty w zapiecku. sentymentalnie. 1% poszedł na największe dostępne gatunki pizz;-)
łódź radomskiem przyszłości
czyli oficjalnie: konsultacje dotyczące przebiegów tuneli kolejowych pod miastem pomiedzy stacjami łódź kaliska i łódź fabryczna
hmm, wśród prowadzących to spotkanie są ludzie zajmujący się dobrymi praktykami w konsultacjach społecznych – no cóż, ten proces konsultacyjny do nich należeć nie będzie. bardzo się zdenerwowali, kiedy im regulaminem konsultacji zarzuciłem. nie byli świadomi jego istnienia.
na początku nas postraszono: jak tego się nie zrobi, to miasto będzie rangi dzisiejszego radomska bądź też suwałk w ciągu 30-40 lat. łódź przypomina wielki znak stop na kolejowej mapie polski
sala była nabita ludźmi, wśród których była co najmniej dziesiątka osób nowych (których nie pamiętam z poprzednich wydarzeń) częściowo przedstawiająca się jako studenci architektury, którzy pytaniami wspierali przystanek przy zachodniej i ogólnie sensowne przebiegi. jedynymi obecnymi radnymi był Witold Rosset i Urszula Niziołek-Janiak.
kluczowy news z dzisiejszych konsultacji jest taki: stacja przy zachodniej wcale nie jest niemożliwa prawnie czy technicznie, po prostu została odrzucona ze względu na poglądy wykonawców (zamawiającego?) na właściwą odległość przystanków czy też rachunek ekonomiczny (zawężony). tak więc – nic nie jest przesądzone! według Krzysztofa Ostrzyckiego z Senera to nie jest kolej typu miejskiego, to jest zupełne inne zadanie, budowa kolei miejskiej (trzeci tunel???) – a więc nie mógł sobie wyobrazić naszych żądań inaczej niż tak, że my chcemy z Fabrycznej na Zachodnią pociągiem jeździć;-) „monachium jest miastem pokroju Radomska w takim razie” – powiedział bużałek.
jak się okazuje, chociaż było rozważane 14 wariantów, to wiele istotnych opcji nie było rozważonych dogłębnie. w tym: ile by kosztował przystanek zielona/zachodnia? a jeżeli nie on, to może chociaż przystanek przy zachodniej na wysokości parku staromiejskiego? czy jest możliwość lekkiego przesunięcia dworca kaliskiego i ile by to kosztowało?
dużo oczywiście było o problemach z przepustowością (tunel konwencjonalny: 150 pociągów na dobę). oba tunele mają być dwutorowe – tylko, co jak zwykle zaznaczył bużałek, wszędzie w europie ruch jest mieszany pociągów dużych prędkości z innymi, tylko u nas myśli się o tych dwóch tunelach oddzielnie.
ze zdziwieniem natomiast usłyszeliśmy, że jak nie będzie stacji manufaka, to i tak tak będzie awaryjne wyjście i różnica pomiędzy tymi dwoma wariantami (stacja a ewentualny przystanek techniczny) to zaledwie 30 mln! (1mld 430 do 1 mld 460)
w sposób otwarty zadeklarowano, że konieczność zapewnienia możliwości wykorzystywania obecnego taboru była jednym z determinantów przy wyborze trasowania, aczkolwiek potem jednak usłyszałem (przesłyszałem się? do wyjaśnienia 13 grudnia), że nawet przy forsowanym wariancie 14 i tak 90% obecnego taboru się nie nadaje (myśl tę dedykuję osobom wytrwale na facebooku oklaskującym kosztowne „modernizacje” nieśmiertelnych kibli en57, w tym radnemu Walaskowi oraz miss polonii)
byli też mieszkańcy, którzy zwracali uwagę, że manufaktura znajduje się w pradolinie rzeki łódki i się wszystko poobsuwa;-) „Tam będziecie pracować w miazdze gliniastej!”
według projektantów stacja na tunelu kosztuje 200-400 mln, stacja w takim miejscu jak zachodnia/zielona robiona metodami górniczymi raczej bliżej górnej granicy (wcześniej faber z pkp mówił, że co najmniej dwa razy więcej!)
budowa tych tuneli będzie trwała minimum 8 lat (czyli mamy już odpowiedź, co będzie do 2020).
ankieta konsultacyjna w doc – bo na stronie uml nie ma – poza tym chyba trzeba zmienić niektóre pytania i dopisać możliwości, żeby wyrazić rzeczywiście swoje zdanie;-):
zalecane z kultury
1. wymyk the movie
nie sposób nie dostrzec w tym filmie piętrowej krytyki aktualnego systemu transportowego aglomeracji łódzkiej. robert więckiewicz najpierw wyprzedza en57 przewozów regionalnych ponaddwudziestoletnim mitsubishi. później, kiedy z bratem udają się do łodzi tymże wozem, który rozkracza im się w porytej ekranami akustycznymi scenerii, muszą się do tego regio przesiąść – gdzie najpierw meganiemiła pani jak idą, to zasłania wolne siedzenie torebką (jakże cudowne uchwycenie natury tego modelu pociągu i zachowań, jakie on niejako automatycznie wyzwala samą swą konstrukcją), a następnie spotyka ich poniżenie, śmierć i hamulec bezpieczeństwa. gra tam parę osób z łodzi (muskała itp.) oraz wiadukt, który przez 26 lat życia obserwowałem z narciarskiej, więc także z tego względu polecam
dziś zorientowałem się, że w sumie kończy się to już w przyszły weekend! a biorąc pod uwagę, że nie wszystko się znajduje w ms kwa, to nawet w piątek
szerzej stanowisko 16 piętra przedstawi anna nonna w najnowszym arteonie, ja jednak chciałbym wymienić parę highlightów:
a) pies w kosmosie mojego ulubionego łódzkiego przeginacza artura malewskiego (w ankiecie ewaluacyjnej zawnioskowałem o zakup do kolekcji, ewentualnie może być wilkołak)
b) bryły z kosmosu by alva noto!!
c) talerze nikity kadan
d) ujmujący pomysł wykorzystania pierwszej siedziby ms, obecnie archiwum państwowego razem z jego rekwizytami takimi jak stół ze wzorem wniosku o zaświadczenia o wysiedleniu w 1942 czy ogłoszeniami o wykładach o katyniu, nieomalże przykrywających jedną z prac (byłem tam wcześniej raz w życiu, odebrać jakieś kserówki, na granicy przerażenia nieoswojoną przestrzenią). w ogóle ta obsesja ciągłego przestawiania prac kośćca kolekcji, którą ms od początku władzy suchana jest bardzo wkręcająca.
no i w ogóle biblioteka pawła kowzana (tam w ogóle nie byłem nigdy wcześniej). we czwartek megaciekawe, ale też dziwne spotkanie z nim oraz z kwartetem kuratorskim (czy też spotkanie z nim prowadzone przez kwartet kuratorski, czy też jeszcze inaczej). kowzan puścił niezłą kontrę do całego propartycypacyjnego kongresu kultury, mówiąc, że słabo go interesuje, czy ktoś z zewnątrz to przyjdzie, robił to dla tych, którzy i tak muszą przebywać w tym miejscu i liczył, że może zobaczy go dodatkowo z 15 osób. nie było wiele o pracach, ale ta, która została wytłumaczona bardzo do mnie trafia: w bibliotece zrobić łuk z książek, które nigdy nie zostały wypożyczone. potem jednak spotkanie zawiesiło na instytucji, w której się odbywa (w końcu krytyka instytucji rządzi nie od dziś!), kwartet kuratorski powtórzył linię suchana, jakie to straszne, że muzeów też dotyczy ustawa o zamówieniach publicznych, na co kowzan, że ktoś spieprzył sprawę, robiąc jedno zamówienie na druki akcydensowe i offsetowe (język tego statementu został błyskawicznie oprotestowany przez wrażliwego na kulturę języka łukasza za bałut). a potem była jazda o wernisażu, na którym, jak sie okazało, djset daniela malone’a zakończył się bójką, bo wspomniany najpierw dał wejść za konsoletę gościom „z zewnątrz”, którzy zapuścili „techniaweczkę skrajnie ordynarną”, a potem się okazało, że bynajmniej nie chcą sterów impry oddać. W międzyczasie się okazało, że umowa na ochronę (kolejne zamówienie publiczne) nie obejmuje kawiarni… no niezły pasztet;-)
„albo rybki albo pipki, on sobie nie poradził z tą sytuacją”, podsumowała kasia sloboda;-) a ja ewakuowałem się do krytyki, gdzie właśnie analizowano dziedzictwo łodzi: „strach przed tramwajem oraz utopieniem się dziecka w kloacznym dole”
„szczęśliwie łódź leży blisko manufaktury…”
czyli co się na spotkaniu o ec1 w koninie i padlinie mówiło. jest relacja haca, ale obawiam się, że grzegorz zieliński zaraził ją swoją uprzejmością, bo kilka furkoczących, gigantomańskich absurdów (taak, była nawet rura sss i klocki efektu bilbao) wymaga jeszcze zrelacjonowania.
jak już było w poprzedniej notce, dworzec i jego układ komunikacyjny jest projektowany na 200 tysięcy odpraw. na spotkaniu wyjaśniło się, jak tego dokonamy – otóż nie wystarczy kdp do berlina i pragi (warto zaznaczyć, że linii kdp do pragi mówi się głównie w łodzi, czasem też w warszawie, natomiast przez rząd w pradze nie jest ona planowana), ale też nowe linie do opoczna, kutna i nowy łącznik do cmk. czyli: najpierw odcinamy miasto od kolei na parę lat, budując jednocześnie autostrady, potem przywracamy dworzec w centrum, dając autostradowy dojazd do niego + kilogramy parkingów (ciekawe, co będzie na poziomie zero zaraz po wybudowaniu, jeżeli nie darmowy parking – skoro przez 5 lat nie będzie się na niej budować). potem dopiero dokładamy linie i liczymy, że docelowo w dojeździe do niego dominować będzie zbiorkom. logicznie. optymalnie.
jedyna dobra wiadomość: będzie próba zdobycia unijnej kasy na tunel konwencjonalny rozdaniu 2014-2020 (ale zła: chodzi wokół tego alina „łtr” giedryś)
o inwestycjach w infrastrukturę kulturalną w ncł zieliński rzekł: „centrum georgesa pompidou to mały pikuś przy naszym. to będzie powierzchnia równa manufakturze, ale tylko na kulturę”. ma być centrum kopernik, tylko że nowsze.
o komunikacji wypowiadała się marzena karostańska, prowiec ec1. będzie wynajęta agencja do propagandy tego, zwłaszcza na portalach społecznościowych, a także do konsultacji społecznych (nie ma to jak konsultacje społeczne bezalternatywnego „optymalnego”, realizowanego już projektu).
jeżeli chodzi o zabytki, to „obiekty wartościowe będą odtwarzane w innym miejscu (…) wszystkie elementy godne zachowania będą przeniesione do magazynów [detalu architektonicznego]
było nie tylko o słynnej nowotargowej („estakada nowotargowej”), ale też, okazuje się, do poszerzenia jest tuwima! docelowo – do kilińskiego. na moje pytanie o tym, jakie zagrożenia zieliński widzi w związku z wprowadzaniem arterii o takiej przepustowości, nie dostałem odpowiedzi, nawet, kiedy ogrodowczyk je powtórzył
marek diehl zwrócił uwagę na to, że całe ncł jest odwrócone tyłkiem do piotrkowskiej, „wszystko co ciekawe, tam się pcha, to będzie nowe centrum łodzi, nazwa jest adekwatna (…) oczywiście, że ulice nie będą łatwo przekraczalne, będą bardzo dobrze komunikowały dworzec z chojnami, bo już nie z północą miasta”. i spuentował: „jestem zafascynowany państwa dobrym humorem”.
na zakończenie, jakby na potwierdzenie tej oceny, grzegorz zieliński zadał pytanie sam sobie. i odpowiedział: „wbrew może pozorom my bardzo słuchamy takich wypowiedzi, jeżeli są one mądre, rozsądne. to wszystko znajduje się w aktach wyższego rzędu. naiwne jest myślenie, że my sobie coś wymyślamy i to jest be. ale, czy jest inny pomysł, na taką skalę? chyba nie”
zszywanie, dzień 1
ogólnie, duża sala obrad w umł oddziałuje na mnie zawsze źle i sądzę, że jej atmosfera jest w jakiejś części odpowiedzialna za ogólną złą karmę.
z porannych prezentacji najbardziej mi się wbił bald, który jakże rezolutnie zasugerował, że może zamiast odbudowywania zrównanej przez pge z gruntem kamienicy na piotrkowskiej 58 by tam zrobić pasaż? w ten byłby kontakt dworzec-piotrkowska, hehehe
krzysztof domaradzki opowiadał z kolei, że kiedy nie chce, żeby jakaś ulica była poszerzana, to w planie miejscowym wrzuca ją w tunel, na który oczywiście nie będzie kasy i ulica uniknie rozkalibrowania. chciałoby się wierzyć, że pomysłodawcy szalonych rozwiązań tunelowych w łodzi też mieli to na myśli, hehehe
no i janiak, bardzo ostro programowo, ale też bardzo ogólnie [oj, chciałbym poznać aktualny stan umysłów janiaka i przyjaciół nie tylko na kwestię budynków, ale też rewitalizacji społecznej i transportu - w szczególności w kontekście takim, nie nie ma kasy na zakopywanie dróg i parkingów - i co teraz?]: „nastał czas weryfikacji myślenia o mieście (…) 10 lat temu wynik takich warsztatów byłby koszmarny (…) miejsce dotknięte galopadą modernistyczną (…) architekci teraz doszli do wniosków, do których humaniści doszli 30 lat temu (…) pokora wobec miasta i jego struktury – tego się zawsze domagałem. cofnąć się do pomysłów nie z lat 70, ale jeszcze bardziej do tyłu (…) wreszcie można głośno powiedzieć: precz z modernizmem!”
potem jacek wesołowski powtórzył swoją prezentację z prexera (pomijając dwie urocze złośliwości, ale dodając kolejną, o trasowaniu kdp wiecie gdzie: „przebieg, jakby tam był co najmniej wezuwiusz”)
ale tym razem był na sali grzegorz zieliński. który najwyraźniej poczuł się dotknięty. i kiedy jw już wyszedł, „musiał zacząć od kilku sprostowań”. wyliczył różnorodne dokumenty będące podstawą jego pracy, w tym te uchwalone przez radę miejską, a następnie gładko przeszedł do prezentacji, gdzie przystanek na średnicy nawet nie nazywał się inaczej jak właśnie „manufaktura”. następnie mówił do nas z wysoka: „powinniśmy być raczej dumni, a nie się nawzajem krytykować” i „będę mówił 20 minut o tym, co jest, a nie 55 minut o tym, czego nie będzie”. przebieg kdp będzie „optymalny” – „nie najdroższy, nie najtańszy, ale właśnie optymalny”. oczywiście, nad przebiegiem czuwają najlepsi specjaliści z kraju, gdzie kdp się zaczęła i tego, który ma najgęstszą sieć: „ja nie dyskutuję z tymi specjalistami, tylko kontroluję, aby dobrze wykonywali swoją pracę”. ale najbardziej rozwalająca chyba była taka oto sentencja: „miasta nie budują architekci i urbaniści, budują różnego rodzaju lobby. my tylko projektujemy”. w takim razie, w sumie moglibyśmy iść do domu. co też uczyniłem. jeżeli to nie były impertynencje, to nie wiem, co nimi jest.
swoją drogą, ciekawe, czy tylko mnie tytuł nieuchronnie kojarzy się z tym, jakże traumatycznym przedstawieniem?
notatki z kongresu kultury, bardzo rough
bardzo nierównoenergetycznie było, czasem siadało, czasem przerażające trucie o grantach. jednak co do dwóch rzeczy był zdaje się konsensus: po pierwsze, kluczowym problemem jest niski poziom uczestnictwa, nad tym trzeba pracować najbardziej. po drugie, rewitalizacja społeczna. mówił o niej nawet marek cieślak (w swoim wyraźnie zmienionym w ostatniej chwili wystąpieniu, nie wolnym jednakże od kawałków w stylu „świeży przykład, bo zmarł niedawno steve jobs – świetny przykład, jak można się rozwijać”). w sumie wydaje mi się, że diagnoza/apel hani gill-piątek „gramy do pustej publiczności, a teatr jest coraz większy. inwestować w ludzi, a nie w klocki!” została jakoś tam przetrawiona.
merytoryczny highlight był głęboko ukryty wśród serii prezentacji „zgłoszonych” do strefy otwartej i pod mało obiecującym tytułem „Fundacja In Situ, Czy fundusze z Unii Europejskiej pomogły polskiej kulturze?”, przy nieomal pustej sali poszła rozwalająca prezentacja mieszanki danych statystycznych ze wszystkich stolic województw (średni dochód brutto a nakłady na kulturę per capita, dynamika wzrostu nakładów na kulturę a dynamika wzrostu budżetu miasta, uczestnictwo w kulturze pod względem ilości biletów, nakłady na kulturę ogółem a nakłady na infrastrukturę kulturalną), mapek (łódź jest otoczona pustynią w naprawdę radykalny sposób), list inwestycji i wniosków z wywiadów.
a więc wnioski:
- rodzaj przemysłu, jaki tu był, tworzy inny rodzaj kapitału społecznego niż gdzie indziej (te kobiety, które słabiej walczą o swoje), też inny rodzaj zaplecza naukowo-badawczego, ale też w ogóle pytanie, czy takie zaplecze jest konieczne. w usa miasta, które miały taką strukturę jak łódź kiedyś, obecnie są całkowicie upadłe, tam nikt nie mieszka
- kapitał symboliczny łodzi jest bardzo mocny, a kluczowe imprezy są wbrew pozorom ogólnopolsko widoczne
- wzrost nakładów na kulturę wcale nie oznacza, że łódź dogania, bo innym też rośnie
- główne instytucje biorące unijną kasę są zarządzane zewnętrznie w stosunku do miasta
- inwestycje są rozproszone, mało przyczyniają się do kształtowania funkcji dzielnic (por. np. we wrocławiu – dzielnica muzyczna), nie łączą się z rewitalizacją społeczną. jednocześnie, poziom dekapitalizacji budynków wyższy niż w łodzi jest tylko w szczecinie – te inwestycje nikną. wszystkie inwestycje są odwrócone od piotrkowskiej
- w porównaniu do innych miast, koszty uczestnictwa w kulturze w łodzi są niskie, specyfiką jest dużo imprez niebiletowanych
- nawet we flagowych inwestycjach wyższa jakość nie wpływa na frekwencję
- w łódzkiej kulturze konflikt międzypokoleniowy jest bardzo silny, bo mało jest etatów, trzeba najpierw uspokoić tę rozmowę, żeby do czegoś dojść
- inwestycje unijne nie zawsze pociągały za sobą nową wizję samej instytucji, w sumie tylko w ms zmienił się sposób zarządzania z biurokratycznego na projektowe
- w ludziach jest marazm i negatywne emocje, postawy obronne, brak odwagi i przebojowości, autodyskryminacja, rodzą się dobre pomysły, które są wdrażane skutecznie w innych miastach
- duże inwestycje zostały poczynione bez wizji docelowej. „łódź festiwalowa” to nie jest wizja
- dla kultury o wiele ważniejsza byłaby jednak strategia rozwoju miasta w ogóle, a nie samej kultury
- o największym obecnie realizowanym projekcie, czyli ec1 (180 mln nie z unii), badacze mogli tylko napisać na slajdzie „???”
- instytucje przyswoiły sobie nowy żargon, ale brakuje charyzmatycznego lidera, który zarazi entuzjazmem.
generalnie, prezentacja ta powinna być na pierwszej plenarce. gruder obiecał, że zaprosi badaczy do prexera na omówienie na spokojnie. czekamy.
następnie jakub zasina pokazał badania nt. uczestnictwa w kulturze i rozpoznawalności instytucji i wydarzeń, które robi spatium. z ciekawych wątków:
- wyraźnie wyszło, że są takie instytucje, które są głównie budynkami – łdk i teatr wielki, muzeum włókiennictwa- bardzo dobra rozpoznawalność, ale niskie wskaźniki odpowiedzi „byłem tam”. z kolei konina i padlina ma już teraz rozpoznawalność 10%, a ponad połowa z rozpoznających kiedyś tam była.
- wyszło też wykluczenie osób starszych i niezamożnych
- 26% nie uczestniczy w żadnych wydarzeniach kulturalnych, 51% mniej niż raz na kwartał, 7% więcej niż raz w tygodniu
krzysztof dudek z nck (kuluary mówią, że szykuje się do lądowania w łodzi): kreatywność w rozumieniu brytyjskim, nastawiona na indywidualizm, to nie to, o co chodzi. patrzmy, gdzie robią to bardziej systemowo, na przykład na skandynawię albo brazylię
bendyk zadał niewygodne pytanie „jaka jest struktura popytu na te usługi kreatywne u was?”. nie ma audience development w ogóle, tymczasem teatry powinny wiedzieć wszystko o swoim widzu, jaka jest struktura dochodowa widowni na przykład? należy zacząć od kreowania lokalnego popytu na usługi kreatywne. powiedział też, że wzajemne odwrócenie od siebie instytucji kultury i edukacyjnych jest paneuropejskim problemem.
nie można też nie przytoczyć rozróżnienia hani gill-piątek przy raportowaniu z dna miasta na wydarzenia wypierdzistyczne (podobno cytat z martyny?) i pozytywistyczne
natomiast najszerzej komentowaną w kuluarach sesją były instytucje kultury z prezentacją piotra olkusza, na której porównał on ze sobą teatr jaracza i drugim najdroższym teatrem francji – celestins z lyonu – pokazując, że dopłaty do widza są na na mniej więcej tym samym poziomie, tylko że łódź nie ma edukacji teatralnej ani nagród w awinionie czy edynburgu, co spowodowało wezwanie telefonem nowickiego, a następnie rzeźnię o to, czy powinny być jakiekolwiek kryteria ewaluacji instytucji kultury z sugerowaniem zmowy (dlatego o nas nie piszą!) i tekstami „co ty powiesz dziewczynko” (tomasz majewski, który raportował tę sesję, niestety nie przeczytał całej relacji olkusza – mam nadzieję, że będzie gdzieś podwieszona!) podobno była też na tej sesji dyskusja, dlaczego łódzka miejska galeria sztuki nie pokazuje sztuki aktualnej?
na sesji edukatorskiej leszka karczewskiego tenże zauważył, że community art jest w polsce szczególnie trudna, bo w polsce brakuje communities. bardzo ładnie leszek prezentował potem wnioski z sesji, ale mam wrażenie, że jest wokół nich konsensus ograniczony, bo niezaadresowane zgrzyty na tej sesji były liczne, np. pani z muzeum historii łodzi narzekała, że za mało jest o historii łodzi, a przecież obowiązek przekazywania miłości do własnej ojczyzny bla bla, pan dyrektor z łęczycy zaś prezentował turniej rycerski jako doskonałą pratykę nauczania zintegrowanego. mnie kupiła pani z filharmonii, która opowiedziała o tym, że mają od niedawna 80-osobowy chór, do którego nie robili żadnych przesłuchań, który we środę o 19.30 mierzy się z fragmentami repertuaru z piątkowych koncertów. w każdym razie, ma być ma być: parytet edukacyjny w budżetach instytucji, obustronne staże pomiędzy formalnymi i nieformalnymi instytucjami edukacji, a także grupa ds. edukacji kulturalnej jako obligatoryjne grono doradców um i umł
poeta piotr grobliński siedział cały czas, nie dając o sobie zapomnieć;-) agata zysiak uparcie mówiła o opóźnianiu procesów reprodukcyjnych w topo& the like;-)
duży punkt dla władz łodzi za słuchanie – agnieszka nowak wysiedziała chyba cały kongres, w sobotę była też hanna zdanowska, mimo że nic nie mówiła. natomiast czarna kropa dla szefa łdku łupka, który podziękował wszystkim, tylko nie biskupowi i jego teamowi. fuj

zostaw komentarz