z Piotrkowskiej – Wojtek Makowski

minął tydzień (2)

Posted in offpiotrkowska, żarcie by zpiotrkowskiej on Październik 26, 2014

radość tygodnia

panel miejski na kongresie obywatelskim. duży pozytyw, bo to nie był jakiś event ekositwy, a linia krytyki obecnego systemu planowania i transportowania była uniwersalna. i nie musiałem tłumaczyć, że rowery to nie jest temat drobny, bo zastąpił mnie w tym wiceminister Orłowski z MIR;-)
ból dupy tygodnia

spotkanie konsultacyjne „dla organizacji” ws. studium transportowego, na 104. po raz kolejny inżynier monkiewicz opowiadał, że konsultacje społeczne są bez sensu, bo przychodzą przeciwnicy, nowych arterii, a zwolennicy nie, jak w planowaniu dróg nie można zakładać, że ktokolwiek jeździ rowerem, bo czasem deszcz pada, a poza tym on się nie przesiądzie nigdy. ten dokument jest śmieciem. jak będę miał czas, zrobię do tego tysiąc przypisów.

 

jedzenie tygodnia

myślałem, że będę mógł napisać coś o festiwalu zielonych smaków, ale danie festiwalowe w marcello w manuface (puste wnętrze z setką wydekoltowanych włoszek z przeszłości) było zaledwie poprawne, a w drukarni nie było wolnego stolika. w związku z tym ostatnim załapałem się na wegeburgera w spółdzielni, z naprawdę soczystym i aromatycznym kotletem. podobno wersja mięsna o wiele słabsza.

 

kalendarz na przyszły tydzień
kolejne spotkanie poszukujących zaginionego kwartału na pl. wolności 5 – 30.10.2014 r. /czwartek/godz. 18.00 „Mieszkanie w śródmieściu – ekonomiczny przymus czy mieszczańska moda?” z Mają Grabkowską z Sopotu. Maja jest jedną z fajniej uwrażliwiających na różne miejskie sprawy badaczko-działaczką z okolic ruchów miejskich.

minął tydzień (1)

Posted in Uncategorized by zpiotrkowskiej on Październik 19, 2014

postanowienie jest takie, żeby wrócić na bloga w cyklu cotygodniowym, bo rzeczywistość jest coraz bardziej sPRowana, a coraz mniej opisana, facebook jest chaosem, a na twitterze liczy się tylko ostatnie 15 minut.

Radość tygodnia:

W ciągu 12 godzin znaleźli się wolontariusze do naprawienia rowerów w szkole specjalnej na Tkackiej (w tym pięknym kwartale w południowo-wschodniej ćwiartce przyległości Narutowicza i Kopcińskiego). Idę tam jutro na prelekcję, a potem naprawiamy rowery i jedziemy! Bo rower to mobilność o wiele bardziej wkluczająca niż samochód

Rozczarowanie tygodnia:

Upadek Kina Charlie. Nie, nie zamykają już, ale zachowują się tak, jakby chcieli. Już drugi raz przyszliśmy z Anną Nonną i nie obejrzałem, bo nie było 4 osób. Zdarzyło się to juz drugi raz. Po co rezerwować, skoro nie jest pewne, czy się zobaczy? My mamy blisko, ale co by powiedziała osoba, która tłukła się tramwajem pół godziny w deszczowy wieczór i się okazało, że „sory, dwie osoby to za mało”? Jak się prowadzi biznes, trzeba brać trochę ryzyka też na siebie. Nie wiem, czy tam kiedyś przyjdę jeszcze.

Zazdrość tygodnia:

Program miejski Joanny Erbel. Taki inny od mainstreamowego myślenia, taki dobry. Zazdrość, bo nie dla Łodzi:-(

Jedzenie tygodnia:

Jaffa, Piotrkowska 67 (brama Kina Polonia). Byłem pierwszy raz, wrócę na pewno. Trochę jeszcze brakuje atomosfery, a także światła, ale falafele bezbłędne, kawa po beduińsku również. I w sumie nie jest drogo.
Kalendarz na przyszły tydzień:
23.10.2014 r. /czwartek/godz. 18.00, pl. Wolności 5
Spotkanie z Janem Friedbergiem: „Miasta za małe dla samochodu – przestrzeń historyczna, a projekty komunikacyjne”

łódzkie przestrzenie wyparte w ms1

Posted in ms, Łódź ogólnie by zpiotrkowskiej on Styczeń 14, 2014

przemysław owczarek, poeta: proszę o wyłączenie telefonów komórkowych(…) łódź zawsze była miastem balansującym między krachem a utopią
agata zysiak, przewodnicząca: masa krytyczna nigdy nie będzie osiągnięta, takie inicjatywy zawsze będą zaklęte w niszy (…) zamiast matejki – pocztówka z xix wieku w każdej szkolnej klasie (…) to miasto obecnie nie broni się samo
błażej filanowski, moderator z ramienia: łódź nie pasuje do wielkich polskich narracji
owczarek: nie mielismy tutaj rzezi, to jest naprawdę wielki atut (…) trzeba zarabiać, trzeba pracować, trzeba się bawić, trzeba żyć. przepraszam, że tak spłycam, ale ma to dla mnie głęboki sens.
bartosz „bam” poniatowski: ameryka była modna w latach dziewięćdziesiątych, dopóki bin laden nie rozwalił
piotr grobliński, poeta: łódź wypiera swoją wiejskość. działki, to jest to, co się w łodzi udaje, to jest jedyny kapitał społeczny
owczarek: nikt nie neguje wiejskości łodzi
zysiak: 1000 dworków, fuj, ja neguję
grobliński: łódź straci mileszki, podatki, bunt dojrzewa!
zbigniew bińczyk, architekt (postękując): ponieważ rozmawiamy o wszystkim, strasznie ciężko złapać sens i istotę rzeczy. na boga, po co ja miałbym pojechać na stoki?!?
odpowiedź z sali: lipy wąchać!
tadeusz borowski, włókniarz, filmowiec: rzeka łódka miała być odkryta i przykryta, ale zabrakło na to pieniędzy. polska była mocarstwem w europie, ale zawiść nas zgubiła!

wszystkie cytaty nieautoryzowane. następna debata 5 marca, o rewitalizacji.

 

14 megaodkrywczych tez na 3 rocznicę Karty Brukselskiej

Posted in rowery by zpiotrkowskiej on Styczeń 7, 2014

1. Jeżeli najłatwiej będzie poruszać się samochodem, ludzie wsiądą do samochodów. Jeżeli najłatwiej będzie się poruszać rowerem, ludzie wsiądą na rowery.
2. Kto projektuje drogę dla rowerów, powinien potem pokazać, jak po niej przejechać.
3. Drogi rowerowe są dla rowerzystów, tak więc warto ich pytać, jak powinny wyglądać.
4. Rowerzysta spieszy się tak samo jak kierowca samochodu.
5. Rower jest pojazdem. Rowerzysta prowadzi go siedząc na nim, a nie idąc obok niego.
6. Rower publiczny bez infrastruktury to więcej niedoświadczonych rowerzystów na chodnikach.
7. Nie można zakładać, że wszyscy mieszkańcy Piotrkowskiej jeżdżą samochodami i tylko nimi muszą się dostać do domu w czasie remontu.
8. Jeżeli umiemy samodzielnie zaprojektować drogę rowerową na trasie do domu wiceprezydenta miasta, to umiemy zaprojektować je też gdzie indziej.
9. Wysokie krawężniki naprawdę ostro obijają tyłek. A ich obniżenie nie jest trudniejsze niż budowa podziemnego dworca, więc nie powinno trwać dłużej.
10. Skoro Unia Europejska daje pieniądze na walkę ze zmianami klimatu, to chyba kapkę niegospodarne, że nie nie chcemy ich wziąć na budowę dróg rowerowych.
11. Jeżeli nie powie się PKP PLK jak zrobić dobre stojaki rowerowe, to na pewno nie zrobi ich dobrze z własnej inicjatywy.
12. Skoro cała Belgia, Francja, spora część Krakowa i Gdańska jeździ rowerem pod prąd i żyje, to może nie jest to tak niebezpieczne jak uważają policjanci, którzy nigdy tego nie próbowali?
13. Nie wszyscy rowerzyści jadą do IV LO. Pasy rowerowe muszą umożliwiać dalszy ruch we wszystkich kierunkach.
14. Urzędnik, który ma być do wszystkiego, może okazać się do niczego.

Czy o czymś zapomniałem?

Dziś 7 stycznia, dzień, którego edycję z 2011 roku wspominam bardzo miło. Tym gorsza wydaje się aktualna sytuacja. 2013 to był annus horribilis dla łódzkiej polityki rowerowej – ostry zjazd w większości kategorii: koordynacja po stronie urzędu, budżet wieloletni, udział użytkowników w planowaniu, informacja i promocja… Do tego backlash w mediach.
Z tej oto okazji wysłałem punkty powyżej do panów Stępnia, Nity i Zimnego, do powieszenia nad biurkami. Niech się!

konsultacje organizacji ruchu na ul. Sienkiewicza

Posted in korespondencja_z_władzami, sienkiewicza by zpiotrkowskiej on Listopad 8, 2013

do dziś (pt 8 listopada) do 16.00

Prawidłowo;-) wypełniony formularz zalinkowany poniżej. należy w nim zmienić imię i nazwisko na swoje i wysłać na : sienkiewicza@zdit.uml.lodz.pl,

Formularz_konsultacji_Sienkiewicza

daleko od offa (1) kogle-mogle

Posted in legionów, żarcie by zpiotrkowskiej on Sierpień 22, 2013

W ramach obczajania, czy można nie chodzić na offa (czemu? – patrz dyskusja na fb dni temu parę), a jednocześnie jednak gdzieś chodzić udałem się na ul. legionów 49

znajduje się tam lokal kogle-mogle. utrzymany w klimacie vintage/low budget/vinyl/mono/AA niestety z liczną ekspozycją stoików lack firmy ikea, tej zakały europejskiego dizajnu (w jakimś języku lack na pewno = stonka, mówię wam). co prawda kogel-mogel nie jest tam w menu ujęty, ale członkini ekipy testującej udało się zmusić barmana do wytworzenia (tak więc szanse zależą od uroku osobistego, nie ma gwarancji, że zaskoczy, nawet jak będą mieli jajka).

atutem miejsca jest jego totalne niewylansowanie (jeszcze), możliwość siedzenia na krześle i obserwacji życia na ul. legionów (dla wielu przecież no-go-zone), wieczorem, kiedy jest cicho i można zawieszać uwagę na różnych szczegółach, a także tramwajów 43 i 46. jak ktoś lubi robić fotki rozkładającego miasta, to z pewnością się pożywi. niestety, trochę śmierdzi szczyną.

lemoniady i tosty są dosyć tanie, ale bez jakichś wypasów smakowych, no i niektórych składników nie ma,  trzeba być elastycznym i domagać się przypraw. do tostów przydałoby się też masło, bo wyglądają blado, wrecz dietetycznie jak w jakiejś zbożowej.

w lokalu jest trochę za jasno, ale może z uwagi na charakter ulicy to niezbędne dla zapewnienia poczucia bezpieczeństwa bardziej strachliwych duchem hipsterki.

rower pozwalają przypiąć do kraty.

brak alko unieprawdopodabnia dłuższą posiadówę, ale wizytę w koglach łatwo połączyć odwiedzeniem baru ignorantka na tej samej ulicy, jednego z przedstawicieli tzw. oldskula (wybitny przedstawiciel tego nurtu to brzdąc na jaracza). jest to bliżej zachodniej, pięćdziesiątka wiśniówki 4 zło.

Mamy w karcie, ale nie podajemy, bo to podłe!

Posted in ms, offpiotrkowska, sienkiewicza, żarcie by zpiotrkowskiej on Lipiec 20, 2013

[inspiracja: Kasia Złoboda]

Na początek ćwiczenie Floriana Illiesa, z rozdziału „Dzisiaj odżywiam się niewłaściwie”

„Zamawiamy sobie T-Shirt z nadrukiem „Odżywiam się niewłaściwie”, wkładamy go, idziemy do McDonalda, każemy sobie zapakować sześć sztuk Chicken McNuggets, frytki, jednego Big Maca i kubek lodów McSundae, po czym w sobotnie przedpołudnie udajemy się z tym wszystkim na cotygodniowy targ i jedząc, niespiesznie przechadzamy się pomiędzy straganami warzywnymi, sięgamy lepkimi palcami po świeże jabłka i bujne rzodkiewki i za każdym razem wołamy z przerażeniem: „Co za paskudztwo!””

Przypomniałem to sobie, kiedy siedzieliśmy na offie po Rykardzie Parasol i gadaliśmy, co jedliśmy wczoraj, a co zjemy jutro. A w sumie sporo udało się zjeść:

1. Mili Ludzie otwarli się przy Sienkiewicza 15. Highlightem żywieniowym była tarta z botwinką (tutaj chciałbym serdecznie pozdrowić wszystkich, dla których zabrakło), ale też klafutki wrywały się w pamięć całkiem sprawnie. Niestety co do kawy cały czas zapatyści z Grandy są poza konkurencją. W lokalu znajduje się interesujący punkt widokowy (ryc. poniżej) oraz zejście do bunkrów. Niestety ostrzał wzrokowy Pędów, Owoców i Warzyw nie jest możliwy. Trochę szkoda, że stracono szansę na efekt synergii i wzajemnego przenikania się sztućców, zapachów i klientów, co tak dobrze działa między Drukarnią a Yellow.

ukryte
2. Ciasto ananasowe na hipsterotargu na offie – przesłodzone10.

3. American Burger w Manuface Poleźliśmy, żeby się dochamić po obejrzeniu wystawy Złobody (bardzo dobre; jeżeli się ma umyte nogi, można się porzucać po dmuchanych piłkach i powierzchniach gąbczastych, a jeżeli nie, można pooglądać kolesia tańczącego do Wariacji Goldbergowskich Goulda [tak, w dwóch wersjach]). Gliszczu uwiadamiał, że nie był w stanie zjeść całego burgera, tak więc nawet nie próbowaliśmy szamać każdy osobno, wzięliśmy jednego na spółę. Ilość mięcha nie przekłada się jednak na aromatyczność, poza tym mielony lód z aromatem cukrowoowocowym (wzięliśmy smaki, których nie odradzała kalnerka – być może po prostu jej smak jest jeszcze bardziej amerykański niż American Burger?), zupa cebulowa, fryty – wszystko w zasadzie zapominalne. Tak więc biorąc pod uwagę doniesienia, że Byk Burger też nie daje rady, jeżeli chodzi o to miasto, to zostajemy przy Drukarni.

Poza tym był to weekend, kiedy wszystkie koszulki w Pan tu nie stał wydały mi się do cna piżamowe i nie kupiłem żadnej. Gouda Works – wychodź z tego szpitala, potrzebujemy Cię!

Aha, 7 września warsztaty z turlania w ms2, idziemy?

szwedzki kucharz

Posted in chlanko, fajne, piotrkowska, żarcie by zpiotrkowskiej on Kwiecień 24, 2013

martynę poznałem w fufu, stała z ewą za barem w schyłkowym okresie tej legendarnej przestrzeni. jakiś czas temu spotkałem ją znowu w domu ewy przy okazji picia wódki z zu, klimat ciężki ze względów, których nie da się opisać na niehasłowanym blogasku. ale zapamiętałem z tamtego wieczoru (płynnie – żurawinówką – przechodzącego w środek nocy), że martyna nas nakarmiła. nie pamiętam czym, ale pamiętam, że najpierw wchodziło, a potem wychodziło to z piekarnika i że było spektakularnie smaczne, tak że chciałem być jeszcze kiedyś przez martynę nakarmiony. i nawet ztcp mi to obiecano, jakieś zaproszenie na wieczorek kuchenno-tematyczny będzie, ale nie zmaterializowało się ono nigdy. jednak jakiś czas temu ruda wysłała mi zaproszenie do polubienia nowego lokalu – flodin tapas. polubiłem uprzejmie z uwagi na spoko poroże w logotypie, dopiero później, na jakiejś wieczornej popijawie w grandzie (przechodzącej płynnie – przekurwicą – w środek nocy), martyna pokazała wizytówkę z tym samym porożem. bo to ona! plus szwed nazywający się bjorn flodin.

parę dni temu wreszcie dokonałem obluku. flodin tapas jest generalnie miejscem, żeby się ukryć. lokalizacja (kamienica na rogu roosevelta i piotrkowskiej) to chyba tribute to fufu – w piwnicy, zejście schodami oznaczonymi kształtem zwierzęcia z logotypu. przyszliśmy przed 2000 – poza starszym gościem z teczką przy barze nie było nikogo. wystrój zapewne odziedziczony po poprzednim właścicielu, ciężkie meble, ciemne drewno, wątpliwa czerwień. na ścianach przyklejone czarno-białe zdjęcia miasta z licznymi mostami, którego nie udaje się zidentyfikować, ale bardzo dobrze działają jako conversation starter, o tym, gdzie byliśmy dawno temu, a gdzie chcielibyśmy pojechać, kiedy to wszystko się skończy, a czasu będzie jak lodu.

spróbowaliśmy dwóch tapas – pieczarek z czymś na ciepło (bardzo fajne) i kozy z czymś na zimno (też ok). zjawiskowo sympatyczna dziewczyna za barem. martyna obiecała, że dla mnie wprowadzi wiśniówkę. będę wracał, nie powiem wam kiedy.

 

flodin

Tagged with:

damian graczyk vs dominika dymińska @ salon ciekawej książki

Posted in świetlica krytyki politycznej by zpiotrkowskiej on Grudzień 9, 2012

tak, to spotkanie to był prawdziwy versus.

dg: pójdę ich pogonić, żeby ogłosili przez megafon [że się zaczyna spotkanie]
dd: to i tak nic nie pomoże

dg:czy to powieść feministyczna, czy antyfeministyczna?
dd: ani taka, ani taka
dg: ta książką jest megafeministyczna (…) dyskurs jest bardzo skrajnie feministyczny

dg: jesteś szczupła, ja nie

dd: nie wiem, co chcesz powiedzieć, ale i tak ci przerwę

dg: a w zasadzie dlaczego ona sypia z tymi wszystkimi mężczyznami i bierze te narkotyki
dd: a co miałaby robić?
dg: pisać wiersze
dd: przecież pisze

być może dowiedzielibyśmy się więcej, gdyby nie damian „jestem edukatorem seksualnym, to wiem” graczyk naprawdę chciał pytać. a książkę zalecam (tagi: „to by się nadawało na seminarium marty konarzewskiej”, „przygody ciała na tle społecznym”, „źli ludzie wynajmują mieszkania w okolicach chłodnej”, „o tłumaczach-podrywaczach cudownie złośliwie”).

5 przemian, struga 4, spotkanie pierwsze

Posted in struga, żarcie by zpiotrkowskiej on Sierpień 3, 2012

naleśnik z warzywem: dobry i tani
lassi: zbyt pięcioprzemianowe dla mnie
widok na obcinające perspektywę samochody: smutny
wiersze na ścianach: obciachowe
przychodzić w towarzystwie albo z gazetą, żarcie w pojedynkę w lokalu bez muzyki nieco depresyjne jednak
aha, i nie jest to lokal dla wrogów umów śmieciowych, słyszałem rozmowę o umowie o dzieło na przygotowywanie posiłków ciepłych, tygodniowej;-)

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.